RSS
środa, 25 lipca 2012
  • wiara.arachbox.com - coś dla wierzących, wątpiących, agnostyków i ateistów. Dlaczego warto wierzyć? O czym zapominają wierzący? Masoneria, Świadkowie Jehowych, okultyzm, spirytyzm zagrożenia duchowe... Małżeństwo, seksualność, in-vitro, aborcja... Co młodzież wiedzieć powinna...
21:34, tamgdziedojrzewasliwowica
Link Dodaj komentarz »

...a szczególnie z wycieczką 'Tam, gdzie dojrzewa śliwowica'.

 

JĘZYK: w Chorwacji można mówić po polsku i zostanie zrozumiany. Chorwacki też jest do zrozumienia. W ciągu wycieczki tylko dwa razy (raz w banku i raz w hotelu) dało się usłyszeć język angielski.

PIENIĄDZE: w Chorwacji bankomaty plują Kunami, w Słowenii - euro. Przelicznik w normie. W Chorwacji płaci się przede wszystkim kunami, chociaż hotele i nadmorskie stragany też lubią euro. W hotelach też można rozmieniać pieniądze, ale pobierają za to pieniądze. Pieniądze można wymieniać w kantorach, chociaż w Zagrzebiu pan odmówił wymiany kilku euro na kuny - zwyczajnie mu się nie opłacało. Najlepszym miejsce do rozmieniania pieniędzy są banki. Jedyna wada to czas oczekiwania przy okienku. Za euro lub nawet złotówki wypłacają kuny. Bez prowizji. Czasami tylko obsługa prosi o pokazanie paszportu. 

PASZPORT: Chorwacja nie jest w Unii Europejskiej (2012), dlatego oficjalnie na wjazdu do tego kraju wymagany jest paszport. W praktyce wystarcza dowód osobisty, chociaż ciężko powiedzieć czy to się nie zmieni, jeżeli któryś z polityków obrazi się na jakiegoś innego. Również do wjazdu do Bośni i Hercegowiny (Mostar, Medugorie) wystarczy dowód osobisty, z uwagami j.w. 

PICIE I JEDZENIE: warto wziąć kanapki na drogę, jednak śniadania i kolacje wystarczają. Podczas upałów nie chce się jeść. Potrzeba za to jest duża ilość wody. W lipcu to minimum 1 litr na głowę samej wody. Wodę w wielkości 1.5 lub nawet 2.0 l można kupić za 7 kun. Tyle samo kosztuje butelka piwa. Za piwa doliczana jest kaucja za butelkę.

SŁODYCZE: słodycze są nawet dwukrotnie droższe niż w Polsce. Można kupować wafelki 800g za 13 kun (Napolitanke Standard). W Chorwacji dobre są lody, po 5-7 kun gałka (gałki są duże).

STOŁÓWKA: w zależności od miejsca noclegowego jest od przeciętnego do bardzo dobrego. Idzie się najeść na cały dzień. W niektórych miejscach należy okazać np klucz na dowód, że się mieszka w danym hotelu. W jednym miejscu (Baska Voda) dostawaliśmy karteczki, na których pan zaznaczał, żeby na daną kartkę nie wchodziła więcej niż jedna osoba. Trzeba pamiętać, że na śniadaniu można - jak to przy szwedzkim stole - dobierać sobie wszystkiego do woli, natomiast kolacje są bez napojów. Kelner lub kelnerka chodzą i pytają czy nie życzymy sobie czegoś do picia, jednak zostanie nam za to wystawiony rachunek (tak jak i krajach arabskich). Dlatego warto mieć w pokoju wodę, colę lub piwo. Kto ma ochotę wieczorem na herbatę lub kawę powinien wozić ze sobą grzałkę, ponieważ czajników elektrycznych w pokojach nie ma. 

OBUWIE: na zwiedzanie najlepsze są sandały, ale muszą być wygodne (sprawdzone). Wiele uliczek w starych miastach to kamienny, mocno wyślizgany bruk, tak więc trzeba pilnować, aby się nie poślizgnąć. Szpilki wykluczone.
Do wejścia na Wzgórze Objawień w Medugorie sugeruje się pełne obuwie - trasa nie zbyt jest długa, ale kamienie w żaden sposób nie przypominają ścieżki.
W morzu 'czają' się jeżowce. Nadepnięcie (podobno) grozi wizytą na na pogotowiu i dotkliwym bólem po dziesiątkach igiełek. Dlatego konieczne jest obuwie do wody. W Polsce można kupić plastikowe sandałki od 25zł. Trudno jednak w takich pływać, tak więc można kupić nieco droższe buty do wody, które wyglądem mniej przypominają chodaki, a bardziej trampki. Dół mają z plastiku, a górną stronę z pianki do nurkowania. Prawie wszystkie (poza jednym) noclegi są nad wodą, tak więc lepiej nie żałować, że się nie ma takich ochraniaczy ze sobą.

UBRANIA: Chorwacja to klimat śródziemnomorski, a więc deszczowe zimy i gorące i suche lata. Konieczne nakrycia głowy i - na wypadek nadmiernego opalenia - przewiewne koszulki, które zasłaniają jak najwięcej. W kościołach nie ma tak rygorystycznych zasad jak np we Włoszech, ale przyzwoitość wymaga, aby panie z bluzkami na ramiączkach miały w zapasie jakieś chusty do okrycia ramion i dekoltu.

ZDJĘCIA: nie zapomnieć aparatu fotograficznego i dużej ilości pamięci. Oczywiście z ładowarką. Elektronika w Chorwacji jest droga. Taniej (podobno) kupić w Polsce akumulatorki niż w Chorwacji baterie. Na górskich drogach są piękne widoki na morze i malownicze miasteczka w dole - trzeba rozsądnie rozporządzać wolnym miejscem. W części kościołów (oraz w Jaskini Postojnej i zabytkowej aptece w Dubrowniku /potężne tablice z zakazami/) na trasie wycieczki był zakaz robienia zdjęć, ale aż tak bardzo nie trzeba się było tym przejmować. Prawdziwy zakaz był tylko w Dubrowniku w katedrze Wniebowzięcia NMP oraz w Splicie w katedrze św. Duji. Nie są to miejsca specjalnie piękne, dlatego nie warto ryzykować stresów, chyba, że ktoś ma jakiś opanowany sposób na dyskretne zdjęcia np telefonem (filmowanie?)   

KLIMATYZACJA: w miesiącach letnich trudno wytrzymać bez klimatyzacji tak w autokarze jak i w pokojach. W hotelach w Szybeniku ('Solaris-Jakov'), Trogirze ('Medena') była klimatyzacja w cenie pokoju, a w Crikvenicy ('Mediterian') trzeba za nią było dopłacić 6 euro za dobę. W Zagrzebiu ('Porin') i Baskiej Vodzie ('Urania' - bungalowy) nie było klimatyzacji w ogóle. Aby klimatyzacja działała w niektórych hotelach należy zamknąć drzwi i okna.

LODÓWKA: Tylko w jednym, najlepszym hotelu ('Solaris'), był mini-bar, czyli lodówka z zawartością. Przy lodówce był cennik, który nie napawał optymizmem. Rachunek uiszcza się przy opuszczaniu hotelu.

FISH-PIKNIK: piloci promują wyjazd na tzw fish-pikniki, bo nie są to wycieczki zależne od biura podróży (w tym wypadku Itaka) i dlatego najwięcej mogą zarobić. Zwykle są to imprezy mocno zakrapiane, aby ludzie byli zadowoleni z wydanych pieniędzy. Dobrą alternatywą dla takiego wyjazdu jest (darmowy) wypoczynek na plaży pomiędzy intensywnymi dniami zwiedzania.

WYCIECZKI FAKULTATYWNE: w przypadku "Tam, gdzie dojrzewa śliwowica" są dwie wycieczki fakultatywne: 1) Wodospady KRKA oraz 2) (na terenie Bośni i Hercegowiny) Mostar i Medugorie. Obie można zdecydowanie polecić. Przy drugiej wycieczce ważne jest odpowiednie rozłożenie czasu wolnego (co 'nie udało się' naszej pani pilot). Optymalny rozkład wolnego czasu to 1 godzina na Mostar i 1.5 godziny na Wzgórze Objawień (Podbrdo) w Medugorie.

wtorek, 24 lipca 2012

Poniżej znajduje się opis wycieczki z Itaki pod nazwą "Tam, gdzie dojrzewa śliwowica." Wycieczka miała miejsce od 10.07.2012 do 21.07.2012.

Jak w praktyce wygląda taka impreza? Bardzo zbliżenie do tego, co pokazuje folder. Z niewielkimi zastrzeżeniami: Podawane przez Itakę 12 dni jest nieco na wyrost. Ostatni dzień już o 2 rano byliśmy w kraju. Tak więc dla osób z Opola ostatni dzień trwał dwie godziny... W praktyce trzeba liczyć, że wycieczka ta jest dziesięciodniowa. Pewną 'nieścisłością' firmy Itaka jest firmowanie całej imprezy w folderze reklamowym zdjęciem mostu z Mostaru, (który był wycieczką fakultatywną) a nie zdjęciem z Chorwacji. Chorwacja jest piękna i można wycieczkę polecić (tym, którzy chcą coś zobaczyć, rezygnując z leżeniem brzuchem do góry). Przed wyjazdem należało by się jedynie upewnić czy pilotem nie jest pani Agnieszka P.

 

DZIEŃ 1. (10.07 wtorek): Autokary z całego kraju zjeżdżają się do Opola, gdzie następują roszady wycieczkowiczów: niektórzy na Chorwację, niektórzy na Rzym. Wyjazd. Trasa przez Czechy, Austrię i Słowenię. Autokar firmy Mazurskas Travel. Warto mieć kilka drobnych euro na toaletę w Austrii.

DZIEŃ 2. (11.07 środa): rano w Lubljanie, stolicy Słowenii. Z parkingu do centrum kilkaset metrów. Franciszkański kościół Zwiastowania. Miejsca warte zwiedzania można obejść w pół godziny. Ładnie, choć bez rewelacji. W wolnym czasie warto wejść do katedry św. Mikołaja. W Słowenii bankomaty wypluwają Euro, tak więc kto zapomniał zabrać ich na wycieczki fakultatywne - tam ma jeszcze szanse. Ceny kosmiczne (po wprowadzeniu Euro) - nie warto nic kupować. Na górze zamek, ale nie było czasu na wjazd.
Przejazd do Jaskini Postojna. Zwiedzający dostają elektronicznego przewodnika (od 2012 po polsku). Na trasie są cyferki - gdy się ją mija naciska się guziczek i aparacik opowiada o określonym miejscu. W jaskini nie wolno fotografować, ale nie specjalnie ktoś się tym przejmował. Najpierw przejazd kolejką (uważać na dzieci), potem droga piechotą. Dobrze jest ubrać coś cieplejszego (polar) - pod ziemią jest tylko kilka stopni. Zgubić się nie da. Na końcu trasy kolejka zabiera wszystkich w drodze powrotną, tak więc nie można się zbyt ociągać, ale spieszyć się nie trzeba.  
Nocleg: miejscowość Crikvenica, hotel 'Mediteran'. Jedzenie dobre. Klimatyzacja: za dopłatą 6 euro/dobę/za pokój. Niewielki basen na terenie hotelu. Około 30m od morza. Wąska, kamienista plaża. Po zakupy warto podjeść do Konzumu do centrum (i zaopatrzyć się w duże ilości wody na następne dni). Woda w sklepikach nad wodą blisko dwa razy droższa.

DZIEŃ 3. (12.07 czwartek): wycieczka do Puli. Wizytówką miasta jest amfiteatr z czasów Rzymskich. Jednak wkomponowany między domy - wg mnie - nie robi aż takiego wrażenia. Znajomy handlarz pani przewodnik wciska wszystkim kartki z Puli. Ładniejszy jest główny plac z forum. Nabrzeże akurat w remoncie - ogrodzenia i dźwigi.
Przejazd do Rovinj. Malowniczy półwysep, zabytkowe budynki sięgające samej wody, przystań z jachtami. Warto podjeść wąską uliczką do kościoła na wzniesieniu (mimo, że pani przewodnik tego odradzała ostrzegając przed upałem - zupełnie niepotrzebnie). Warto zaglądać w okoliczne urokliwe podwórka.
Powrót do hotelu w Crikvenicy.

DZIEŃ 4. (13.07 piątek): Wyprowadzka z hotelu. Jedziemy do Zadaru. Kolejne rzymskie miasto, ale w większej skali. Najpierw resztki kościoła przerobione na kawiarnię. Drugi (już cały) na galerię, na trzecim banery reklamujące jakąś imprezę w jego środku. Jedyny czynny ośrodek sakralny to kościół św. Anastazji. Niezbyt ładny (pan zabrania robić zakaz robienia zdjęć, wszyscy robią). Na nadbrzeżu organy wodne - gdy są fale to coś tam buczy. 
Przejazd do Szybenika. Jedne z najładniejszych odwiedzonych miejscowości. Katedra św. Jakuba monumentalna, piękna z zewnątrz i wewnątrz (wstęp płatny - z puli 'bilety wstępu i przewodnicy'). Nie można zapomnieć o chrzcielnicy w dole, po prawej stronie ołtarza. Warto wejść w wąskie uliczki ponad katedrę. Wszystkie prowadzą do twierdzy z tarasem widokowym (wejście płatne indywidualne) - na wycieczce nie było już na to czasu.
Przyjazd do hotelu 'Jakov' w kompleksie 'Solaris' w Szybeniku (gdzieś na obrzeżach miasta). Bardzo dobre jedzenie, klimatyzacja w pokoju w cenie. Zatoczka (50m od hotelu) z leżakami wyłącznie dla kompleksu Solaris. Raj dla dzieci (brodziki, statki pirackie, mini golf, trampoliny, place zabaw itp). Spędziliśmy tam tylko jedną noc. Tylko tam w pokoju była lodówka z minibarem (i cennikiem: zabawa zdecydowanie zbyt droga). Później już było tylko gorzej. Jedynie zwykłego sklepu spożywczego prawdopodobnie w okolicy nie było.

DZIEŃ 5. (14.07 sobota): Wyprowadzka z hotelu. Wycieczka fakultatywna nad wodospady na rzece Krka (czyt. kyrka). Drewniane podesty prowadziły nad rzeczkami. Rybki, wodospady - ładnie. W 2/3 drogi długi podstój na długą kąpiel przy jednym z wodospadów (brak jeżowców - można kąpać się bez butów ochronnych). Raz płytko, raz głęboko - trzeba uważać, żeby nie połamać nóg na kamieniach, ale warto się pomoczyć. Im wcześniej - tym lepiej. Później nadciągają tłumy. Plaży brak, ale za to drzewa dają sporo przyjemnego cienia.  
Przyjazd do hotelu 'Medena', miejscowość Trogir. Państwowy hotel, trochę w stylu lat 80. Jedzenie również skromne, duży spadek jakości w porównaniu z wcześniejszymi stołówkami. Przy wejściu na salę pani wpuszczając zapisywała do wielkiego zeszytu numery pokojów jedzących. Klimatyzacja w cenie, wszystkie okna na morze, do którego było ok 200m po hotelowych schodach. Betonowe nadbrzeże. Niewielki sklep samoobsługowy  ('Ribola') ze wszystkim w hotelu obok. W  'Medenie' spędziliśmy dwie noce.

DZIEŃ 6. (15.07 niedziela): wycieczka do centrum (starego miasta) Trogiru. Jest to malutkie, otoczone morzem miasteczko (kiedyś wyspa). Wąskie, klimatyczne uliczkami. Na brzegu deptak i palmy. Katedra św. Wawrzyńca to chyba jedna z najmniejszych katedr. Była możliwość uczestniczenia we Mszy św.
Przejazd do Splitu. Zabytki Splitu to przede wszystkim prostokątna twierdza cesarza Dioklecjana. W środku kramy, kościoły i miejsca kultu rzymskich bogów, wszystko dokładnie wymieszane. Płatne wejście (fundusz wycieczkowy) do mauzoleum Dioklecjana, obecnie katedra św. Duji - w środku zdjęć nie wolno robić - mocno pilnują. Warto w czasie wolnym przejść się do kościoła św. Franciszka na końcu alei wzdłuż murów. Generalnie Split nie zachwycił.    
Powrót do hotelu 'Medena'.

DZIEŃ 7. (16.07 poniedziałek) (zamienione - gdy wszyscy byli już w autobusie! - z dniem 8): wycieczka do Dubrownika, który leży na południowym krańcu Chorwacji. Pani pilot zamieniła dni 7 i 8, ale nie dostosowała do tego czasu wyjazdu, dlatego cały dzień był dość stresujący. Należy wziąć dokumenty, ponieważ przejeżdża się przez kawałek (16km) Bośni i Hercegowiny. Co do Dubrownika: jest to urokliwa twierdza, której początki sięgają VII w. Mury robią wrażenie, tak z lądu jak i z wody (krótka przejażdżka łodzią).  W katedrze Wniebowzięcia NMP pilnują (dosyć skutecznie), aby nie robić zdjęć. W wolnym czasie warto wejść do kościoła św. Błażeja i napić się z fontanny Onufrego. Chętni na wejście na mury musieli by dopłacić 50 kun (ale i tak nie było na zwiedzanie czasu). Miejsce ładne i godne swojej sławy, ale zwiedzanie okupione jest niemal całym dniem w podróży.
Przyjazd (o 21:00) do bungalowów w miejscowości Baska Voda. Bungalowy te nazywały się 'Urania' (hmm...). W niektórych był mało przyjemny zapach, z innych robaki lub mrówki. Bungalowy były piętrowe - deski w podłodze skrzypiały przy każdym kroku osób na górze. Klimatyzacji brak (z uwagi na zacienienie nie była jednak niezbędna). Do późna w nocy na tarasie stołówki Uranii odbywały się imprezy, a na górze ktoś chrapał. Na stołówkę dostaliśmy kartki, na których markotny pan przy każdym wejściu zaznaczał, że dany posiłek został skonsumowany. Jedzenie było w formie szwedzkiego stołu tylko częściowo, bo główne danie (jedno z trzech, jeżeli zostało...) się zamawiało (np kurczak z ryżem), a resztę można było dobrać. Z owoców był kompot lub melony. Jedyną zaletą tego miejsca była szeroka (kamienista, ale lekko zacieniona) plaża i delikatne zajście do wody. W tym miejscu spędziliśmy trzy noce. 

DZIEŃ 8. (17.07 wtorek):  Przed południem był wyjazd na zorganizowany na miejscu fish-piknik. O 17-stej był wyjazd do Makarskiej. W Makarskiej nie ma zbyt wiele do oglądania, jednak ładnie zestawia się przystań z jachtami, palmy, proste, ale klimatyczne budynki, a za nimi potężne góry. Wchodząc nieco wgłąb lądu natrafia się na - przypuszczalnie - główny plac miasteczka wraz z kościołem i pomnikiem. Po sąsiedzku targowisko. Jedziemy do marketu. Pani pilot ignoruje grupę, która protestuje, że godzina na zakupy to zbyt wiele. Grupa obkupiła się w pół godziny. Pani pilot w godzinę, tak więc czekamy.
Powrót do bungalowów.
W tym dniu pani pilot Agnieszka nie zrealizowała wymaganego programu! Nie było 'postojów w pięknych miejscach', jak jest napisane w programie!

DZIEŃ 9. (18.07 środa): Wycieczka fakultatywna do Mostaru i Medugorie. Wyjazd 7:30. Przejazd był na terytorium Bośni i Hercegowiny. Autobus na krętej drodze nad przepaściami. W dole miasteczka i dalej morze. Na granicy sprawdzono dokumenty, ale nie robiono problemów (też tym, którzy nie mieli paszportu, a tylko dowód osobisty). W Mostarze ok. 11:30. Przejście przez sławny most, którym Itaka w folderach reklamuje cały wyjazd (prospekt 2012). W Mostarze są liczne ślady po wojnie z lat 90'. Wizyta w trzyizbowym tureckim domu-muzeum (fundusz wycieczkowy). Przewodnik przebrała pana i panią z wycieczki w lokalne stroje. Niewiele szło się dowiedzieć, ale przynajmniej było zabawnie. W zasadzie turystyczny Mostar to głównie wspomniany most i może dwieście metrów straganów przy brukowanej uliczce. Można kupić pamiątki po wojnie (ozdoby zrobione z łusek, hełmy) i różne ozdoby z kultury tureckiej i arabskiej. Mimo, że sklepiki wyglądają i mają asortyment jak np w Egipcie lub Tunezji, to zakupy można robić w normalny - z europejskiego punktu widzenia - sposób.
Medugorie - sanktuarium Maryjne. Kościół, na tyłach charakterystyczny pomnik Chrystusa i Wzgórze Objawień (Podbrdo). Aby na nie wejść i zejść przyda się pełne obuwie (choć niektórzy pątnicy wchodzą boso) i 1,5 godziny czasu. My mieliśmy 50 minut, które dostaliśmy od pani pilot. Można zdążyć, ale w tym czasie trudno na religijne przeżycia, a i o skręcenie kostki na ostrych kamieniach nietrudno. W drodze powrotnej Bośniacy nie sprawdzali już paszportów.
Powrót do bungalowów tuż - już po raz trzeci - przez zamknięciem stołówki. Obsługa znowu się denerwuje.

DZIEŃ 10. (19.07 czwartek): Wyprowadzka z hotelu. Wyjazd na Jeziora Plitwickie. Z uwagi na przejazd przez pół Chorwacji nad jeziora docieramy popołudniu. Tłumy niesamowite. Przynajmniej kwadrans oczekujemy na łódkę. Ścisk jak w autobusie w godzinach szczytu. Park ma większy obszar niż Krka, ale urok zbliżony. Setki rybek w krystalicznie czystej wodzie o niesamowitej barwie. Wodospadziki. Wszystko ładne, jednak jest problem, aby gdziekolwiek się zatrzymać, popodziwiać i zrobić zdjęcia. Tłum, tłum, tłum. Z tego powodu nie dało się zrobić najbardziej charakterystycznego na Plitwice miejsca - wijącej się nad powierzchnią wody kładki. Kończący trasę taras widokowy po południu był skierowany dokładnie na słońce, tak więc mało było widać. Podsumowując: więc jeżeli ktoś wybiera się na Plitwice prywatnie to tylko rano, zanim zjadą wycieczki.
Po drodze pani pilot zatrzymuje jeszcze autokar, aby przy restauracji zobaczyć za elektrycznym ogrodzeniem dwa zmęczone upałem misie, potem przy zaprzyjaźnionych straganach sprzedających turystom wódkę, nalewki, ser i miód. 
Przyjazd do hotelu do Zagrzebia do hotelu 'Porin'. Pokoje bez klimatyzacji. Szwedzki stół jedynie rano, bo kolację (zupa krem, kurczak z ryżem, banan) dostajemy do stolika. Sto metrów za hotelem stacja kolejowa (słychać megafon i hamujące pociągi). Balkony bez mebli. Widok na kawałek trawnika, a na ławkach najprawdopodobniej Cyganie. Kobiety ubrane nieco po arabsku, brudne dzieci siedzące na ziemi. W bocznych skrzydłach hotelu w oknach widać piętrowe łóżka i ludzi podobnych do tych na ławkach. W nocy imprezy i łomotanie po drzwiach. Kończy się na groźbach wzywania policji.
  
DZIEŃ 11. (20.07 piątek): Wyprowadzka z hotelu. Przejazd najwyżej kilkunastu kilometrów do centrum Zagrzebia, stolicy Chorwacji. Rankiem stare miasto jest puste i piękne. Przejście na tzw górny Zagrzeb. Trasa przez Krwawy Most, Kamienną Bramę (obraz Matki Bożej), plac św. Marka (budynki urzędowe). Katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny jest ładna, choć większe wrażenie robi z zewnątrz. W wolnym czasie warto wejść do kościoła św. Maryji  (wejście od ul. Ivana Tkalčića) - schodki, wejście na wysokości 1. piętra. Mały, ciemny, ale przyjemny kościółek. Jeżeli zostanie trochę wolnego czasu można odwiedzić też kościół św. Marka lub św. Katarzyny. Na targowisku warto wydać pozostałe kuny. Można pomyśleć o owocach, lawendzie w woreczkach czy miodzie. Po zejściu schodami z targowiska trafiamy do centrum Zagrzebia (pomnik Bana z szablą). 
Wyjazd o 13-stej. Jest wieczór (ciemnawo) kiedy pani pilot wyskakuje z ostatnią niespodziankę i zarządza 1,5 godzinną przerwę w strefie bezcłowej (granica Austria/Czechy). Po wyjeździe ze strefy - zapewne aby rozładować atmosferę i uniknąć dyskusji ze zmokniętymi i poirytowanymi pasażerami - puszczają nam 'Misia'. 

DZIEŃ 12. (21.07 sobota): Do Opola dojeżdżamy o 2 w nocy, czekamy dwie godziny na pozostałe autokary. Turyści rozchodzą się do odpowiednich autobusów i ruszają do domów.

KONIEC.